wtorek, 13 stycznia 2015

Rozdział 1.

Spojrzałam w lustro i wykrzywiłam usta w niezadowoleniu. Mój makijaż niewystarczająco zakrywał małego siniaka i niewielkie zadrapania na
policzku, mimo że nałożyłam go już chyba z tonę. Szybko zerknęłam na zegarek. 18:40. Cholera. Luke przychodzi za 20 minut, a ja byłam w
totalnym proszku. Zdążyłam się tylko pomalować, ale jak widać nawet tego nie zrobiłam dobrze. Ostatni raz wtarłam niewielką ilość korektora
pod oko. Otworzyłam szafę i zaczęłam rozglądać się po jej wnętrzu. Zdecydowanie powinnam wybrać się na zakupy. A może jednak nie.
Najpierw powinnam wybrać się do jakiegoś pracodawcy z moim cv, żeby mieć pieniądze na zakupy. Włożyłam na siebie czarne rajstopy, tego
samego koloru tshirt i kwiecistą spódniczkę przed kolano. Kiedy zakładałam drugi kolczyk, dzwonek do drzwi zabrzęczał. Ruszyłam w jego
kierunku. Po drodze spojrzałam jeszcze w lustro i przegarnęłam ręką moje rozpuszczone włosy, z którymi nie miałam czasu już nic zrobić.
Wzięłam głęboki oddech.
-Samantha...Cześć. - odezwał się i zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu. - Muszę przyznać, że wyglądasz olśniewająco Maleńka. - Luke
puścił do mnie oczko, a ja poczułam jak moje policzki zaczynają robić się gorące i zapewne czerwone. Uśmiechnęłam się przygryzając wargę.
- Ciebie też miło widzieć Luke. - zaśmiałam się, próbując wyglądać atrakcyjnie. Zaraz potem spowarzniałam, bo zdałam sobię sprawę, że mój
śmiech nie był w żadnym stopniu atrakcyjny. Powiedziałabym, że nawet przeciwnie. - Wejdziesz na chwilę?
- Umm...To dla ciebie. - powiedział ignorując moje pytanie. Wyciągną zza pleców czerwoną róże, wręczył mi ją i przytulił. Czułam jak jego
mięśnie spinają się w reakcji na tego typu okazywanie uczuć, więc wygramoliłam się z jego uścisku. - Sam ja...- zawahał się przez chwilę -
Chciałbym cię przeprosić Mała. - puścił mi oczko. - Buzi na zgodę? - na jego twarzy pojawił się ten, dobrze mi znany, ekstrawagancki uśmiech.
- Szarmancki jak zwykle - powiedziałam sarkastycznym tonem i przewróciłam oczami. Luke przysuną się do mnie i lekko musnął moje usta. -
Dobra zgoda. - przytaknęłam.- Kocham Cię - oznajmiłam, a on tylko się uśmichenął. Poczułam odrzucenie, ale zignorowałam to. Coraz częściej
zdażało się, że na moje 'kocham cię' nie odpowiadał nic, lub tylko przytakiwał. Kiedy ostatnio o tym rozmawialiśmy zakończyło się to dość
nieciekawie, ale postanowiłam nie psuć momentu i wywoływać kolejne sprzeczki.
- A więc, idziemy. - przerwał niezręczną ciszę, która budowała się między nami. Kiwnęłam głową i oświadczyłam mamię, że wychodzę. Gdy
przekroczyliśmy próg mojego domu Luke zaczął:
- To całe romantyczne gówno.. - odchrząknął - Znaczy ta kolacja, to też trochę jakby rekompensata za to, co zrobiłem.
Zaśmiałam się.
- Oh okay, wiesz, że nie trzeba było aż tak się wysilać. - zażartowałam. -W ogóle, to już zapomniałam o tym - zatrzymałam się żeby wyszukać w
głowie odpowiedniego słowa - incydencie.
Tak na prawdę wcale o tym nie zapomniałam. Luke zachował się okropnie. Ten siniak pod moim okiem to jego zasługa. Pokłuciliśmy się trochę
bardziej niż zwykle. Zazwyczaj kończy się to głośną wymianą słów. Czasami poprzeklinamy na siebie nawzajem, ale potem wszystko dochodzi
do normy i dalej się kochamy. Ostatniego wieczoru Luke posunął się trochę za daleko, tak myślę. Powiedziałam mu, że ostatnio po prostu mnie
zanidbuje i chciałąbym, żeby to się zmieniło. Zaczął krzyczeć, strasznie się rozchodził i w końcu wycelował mi siarczystego policzka, po którym
upadłam na podłogę, a on bezczelnie wyszedł. Po tym dostałam wiadomość sms o treści 'Przepraszam. To zdarza się w związkach, po prostu
nie denerwuj mnie więcej, ok?'. To było cholernie wkurzające, ponieważ nie okazał odrobiny skruchy. Nawet nie żałował tego co zrobił i nadal nie
za bardzo to pokazuje. Mam nadzieję, że ta kolacje coś zmieni, i w końcu będziemy ze sobą trochę bliżej.
Po dotarciu na miejsce, zajęliśmy wyznaczony nam stolik, i aż się zdziwiłam, kiedy dowiedziałam się, że Luke na serio zarezerwował dla nas
stolik.
- Awww Skarbie! - pisnęłam, gdy chłopak wskazał mi miejsce i przysunął. - To takie romantyczne! - zaczęłam machać rękoma.
- Bez przesady - przewrócił oczami i się uśmiechnął. Zamówiliśmy jedzenie.
- Jeszcze nigdy nie byliśmy w takiej restauracji. - powiedziałam pełna podziwu. - Cóż.. Niezłę posunięcie Collins. - mrunęłam okiem.
- Nie chcesz chyba, żebym przeszedł od razu do deseru, Mała. - zaśmiał się - Przez te twoje dwuznaczne odzywki nie wytrzymam do drugiego
dania.
Przewróciłam oczami.
- Chodziło mi bardziej...Nie ważne. - urwałam temat, ponieważ czułam się nieswojo kiedy Luke przechodził na te temty. - Wyobraź sobie, że
jesteś na bezludnej wyspie, - zaczęłam, żeby podtrzymać rozmowę. - I masz jedną, jedyną szansę, żeby wziąć na nią trzy rzeczy. Co byś zabrał?
- popatrzyłam na niego w ciekawością.
- Skąd to pytanie? - zamrużył oczy, ale widząc po uśmiechu Luke'a, zaczął zastanawiać się nad odpowiedzią. - Koc, latarkę i lampę Alladyna.
- A ja? - zamrużyłam oczy, przenikliwie patrząc się na niego.
- Maleńka, przecież Ty nie jesteś rzeczą. - pokręcił głową.
- Ohh. No dobra to dlaczego właśnie to?
- Hmmm. - zatrzynał się za chwilę i wziął łyka przyniesionego przez kelnera wina. - Koc, poniważ gdyby było zimno miałbym się czyn nakryć.
Lampę Alladyna, żeby spełnił moje trzy życzenia. Jedyn z nich byłabyś właśnie ty. - przekręcił głowę i wysłał mi migowego buziaczka.
- To słodkie Luke. A już myślałam, że o mnie zapomniałeś. - zaczerwieniłam się i także pociągnęłam łyk wina. - A co z latarką?
- Cóż... Gdyby zebrałoby nam się na romanse, jakieś światło dodawałoby romantycznośći i byłaby lepsza atmosfera. - Pawie zakrztusiłam się
powietrzem, kiedy to usłyszałam.
- Tsaa bo latarka to daje taką super, ekstra, niesamowicie romantyczą atmosferę, że ja pierdole. - Zaczęłam śmiać się w niebo głosy, tak samo
jak Luke. Latarka, serio? Luke to dziwny typ. Jest bardzo specyficzny i ma różne, nie zawsze trafione pomysły. Czasami zachowuje się jak
pięcioletnie dziecko, które jest uparte jak osioł kiedy nie dostanie swojej zabawki, którą zobaczył na wystawie po drodze z przedszkola, a
czasami jak normalny dojrzały mężczyzna, który jest odpowiedzialny za swoje czyny i przedsięmwzięcia.
- Za dwa miesiące nasza rocznica. - wyrwał mnie z zamyśleń. Nie powiem byłam zdziwiona, że pamięta. - To będzie dwa lata odkąd jesteśmy
razem. - przygryzł wargę.
- Czas zdecydowanie za szybko leci. - przerwał mi kelner, który podał nam zamówione jedzenie. Nie zamawialiśmy go teraz, bo Luke pomyślał o
tym wszystkim wcześniej, tak myślę, kiedy zamawiał lokal, ułożył od razu menu na ten wieczór. Przynajmniej tak mi się wydaje.
- Pamiętam jak pierwszy raz cię zobaczyłam - zmarszczyłam nos. - To było wtedy, kiedy szedłeś z kolegami, a ja wpadłam na ciebie, tym samym
rozrzucając wszystkie moje motatki na ziemi w parku. Wracałam wtedy z zajęć! - na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech, kiedy
przywołałam do siebie te wspomnienia.
- Pamiętam to. Potem ja wzięłam sprawy w swoje ręcę. - powiedział dumny.
- Dzękuję Luke. - wypaliłam. - Dziękuję.. Wtedy.. To był trudny czas dla mnie, dla mojej rodziny. Przeprowadzka i inne kłopoty, a ty po prostu
wyrosłeś jak spod ziemi i pomogłeś mi się z tym, w pewnym sensie, uporać. - patrzyłam na swoje, nerwowo splecione palce. To nie całkiem było
tak, że kiedy on się pojawił wszystkie problemy zniknęły. Po prostu było mi raźniej. Przeprowadziłam się do Menchesteru, ponieważ razem z
mamą chciałyśmy uciec od ojca, a ten nie jest dobrym człowiekiem. Kiedy znalazłyśmy się w Menchesterze, nie znałam nikogo... Luke był dla
mnie jak najlepsza przyjaciółka, której tutaj tak bardzo mi brakowało. Wiem, że to głupie porównywać chłopaka do najlepszej przyjaciółki, ale
taka była prawda. To jemu mogłam się wygadać i z wszystkiego się zwierzyć. To on dostarczał mi rozrywki, której nigdy nie doświadczyłam tak
bardzo, jak kiedyś i nadal z nim.
- Ja też ci dziękuję. - westchnął - Wiesz gdyby nie ty, na pewno nie byłbym teraz tu gdzie jestem. Nie chodzi mi o te chwilę, ale ogólnie. -
Uśmiechnęłam się i kontynuowałam mój posiłek.
- Co to jest. Przed użyciem wisi, w czasie stoi, a po użyciu kapie? - wybauszyłam oczy i lekko otworzyłam buzie, nie wierząc, że to właśnie
powiedział. - No dalej, zgaduj! - namawiał.
- Kutas - powiedziałam cicho.
- Nie prawda! - krzyknął - To parasol lamo! - wybuchnął śmiechem, a kiedy dotarło do mnie jak głupi żart to był, zaczęłam śmiać się sama z
siebie.
- Ja nie wiem, chyba coś musimy zrobić z tą twoją przemądrzałą buźką. - wyszczerzył zęby. - Mała! O czym ty myślisz?!
- To było chamskie. - przewróciłam oczami.
- Okej, a więc skoro skończyliśmy już danie główne. Teraz czas na deser, który swoją drogą "zjemy" u mnie w domu - Luke powiedział
tajemniczo robiąc cudzysłów w powietrzu. Przygryzłam swoją, podekscytowana jego słowami, mimo, że doskonale wiedziałam co miał na myśli.
- A więc chodźmy. - Puściłam mu oczko. Chłopak położył na stoliku pieniądze, obszedł go i wyciągnął przed mną swoją rękę. Bez wahania
złapałam ją i wstałam z krzesła.
- Jestem zaskoczona, naprawdę - przyznałam.
- Czym? - uniósł brwi do góry udając, że nie wie, co mam na myśli. Klepnęłam ręką lekko w jego ramię.
- To na prawdę do ciebie nie pobne. - kontynuowałam.
- Serio aż tak źle mnie oceniasz? - Powiedział z sarkazmem. - Jeszcze zobaczysz na co mnie stać. - Uśmiechnął się zadziornie, a ja nie mogłam
odgonić od siebie myśli, które doszukiwały się drugiego dna wypowiedzianych przez chłopaka słów. Gdy dotarliśmy do jego mieszkania,
przepuścił mnie w drzwiach i ściągnął ze mnie sweterek, który założyłam podczas małego spaceru, ponieważ zaczynało robić się zimno. Zdjęłam
balerinki i poszłam w kierunku kuchni. Otworzyłam lodówkę.
- Dlaczego nie ma truskawek. - Zrobiłam moją popisową, oburzoną minę.
- W komodzie.
Podreptałam w jej kierunku i od razu rzuciłam się na miskę pełną moich ulubionych owoców.
- Woooah! Spokojnie. Nie chce dziewczyny grubaski. - śmiesznie złapał się za głowę.
- Ewww Luke - pokręciłam głową - Czy to znaczy, że gdybym była grubsza, to wcale nie byłabym twoją dziewczyną?
Brak odpowiedzi. Poczułam jakby ktoś walnął mnie z mpetu tyle że tam w środku. Postarałam się to zignorować. Było już tak dobrze. Ale to moja
wina, nie potrzebnie zaczynałam temat.
- Chodź tutaj - usłyszałam krzyk z pokoju gościnnego.
Powoli podążyłam w jego kierunku. Pierwsze co zobaczyłam to Luke siedzący na wielkiej kanapie. W tle leciała jakaś komedia romantyczna.
Siadłam koło niego, a ten objął mnie ramieniem. Po chwili seansu poczułam, jak chłopak intensywnie wpatruje się we mnie. Zaraz potem zaczął
całować moją szyję. Zawsze tak zaczyna. Roześmiałam się w duchu. Pocaunki Luke'a były coraz bardziej mocniejsze, kiedy zaczął sciągać ze
mnie ubrania. Gdy uporał się z rajstopami, zauważyłam, że przygląda się małym siniakom przy moich biodrach pozostałych po naszym ostatnim
razie.
- Jeszcze nie zeszły - uśmiechnęłam się nieśmiało i spuściłam głowę.
- I nie zejdą. - Mrugnął do mnie jedym okiem.
Wiedziałam co miał na myśli. Jeśli chodzi o te sprawy zazwyczaj był taki agresywny. Nie wiem czy tak powinno być, ale będąc szczerą nie
miałam porównania.
Luke wyrwał mnie z zamyślenia, kiedy mocno pociągnął mnie za włosy.
No to jedziemy.
* * *
Obudził mnie mocny strumień światła. Przeciągnęłam się ziewając i zobaczyłam, że na szawce obok leży liścik: "Nie chciałem Cię budzić, bo
całkiem słodko spałaś. Przepraszam, ale nie będę mógł odwieźć Cię do domu. Wypadło mi coś w pracy. Luke xx"
Westchnęłam cicho. Zaczęłam się ubierać, po czym wyszłam z jego mieszkania. Musiałam iść na piechotę przez prawię połowę miasta, bo nie
miałam pieniędzy na żadną taksówkę ani na pieperzony autobus. Mimo to byłam w bardzo dobrym humorze, który był spowodowany poprzednią
nocą. Nucąc piosenkę, dosyć szybko dotarłam do mojego domu i o dziwo zobaczyłam otwarte drzwi. Instynktownie przyspieszyłam swój krok i
wparowałam prosto do przedpokoju, żeby zobaczyć leżącą nieco dalej, pocharataną mamę. Podbiegłam do niej ze łzami w oczach.
- Mamo - zaszlochałam. - Proszę powiedz mi kto to zrobił, proszę. Rozmawiaj ze mną. - Pochyliłam się nad nią.
- Skarbie to on... - ledwo mówiła - Był tu przed chwilą.
Poczułam budującą się we mnie złość. Dobrze wiedziałam o kim mówi i Bóg mi światkiem, że jak go dopadnę to uduszę własnymi rękami.
Drżącymi dłońmi szybko wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam po karetkę. Zabije go przysięgam.

____________________________________________________________________________________
Witajcie Kochani! Pierwszy rozdział nareszcie za nami ;) Mam nadzieję, że nie podobał, przepraszam za błędy, na pewno są, ale nie mam czasu ich już teraz poprawić...Proszę, jeśli to czytasz uszanuj moją pracę i skomentuj, proszę, nawet jeśli coś Ci się nie podoba, napisz, spróbuję to poprawić. Dobra to co.. do następnego? Mam nadzieję, enjoy!!

sobota, 22 listopada 2014

Prolog.

"Bo wszystko czego potrzebujesz to miłość, a nie to całe gówno, które tak nazywasz!" Jego słowa odbijały się echem w mojej głowie. Jak on mógł powiedzieć coś takiego. Z moich oczu zaczęły spływać pojedyńcze łzy. Jeszcze nigdy mnie tak nie potraktował, jeszcze nigdy nie nakrzyczał na mnie w taki sposób. "Nie widzisz tego jak on cię traktuje?! Nie widzisz?!" Może po prostu wydusił z siebie to, co ukrywał przede mną przez tyle czasu? Usiadłam na pierwszej napotkanej ławce, kiedy płacz nie ustępywał. Podniosłam i podkuliłam nogi do klatki piersiowej. Moje myśli krążyły głowie jak na jakimś cholernym diabelskim młynie. Co on chciał przez to powiedzieć? Nie wiedziałam, jak mam odebrać to, co stało się przed chwilą. Schowałam głowę w kolana z nadzieją, że te wszystkie problemy w jakiś magiczny sposób odpłynął. "Jesteś taka ślepa" - znowu słowa odtworzyły sie w mojej pamięci, jakby był tam jakiś pieprzony replay. - Co Ty tu robisz?! - usłyszałam za sobą dobrze znany mi głos. - Kurwa, Samantha, tak bardzo się o ciebie bałem. - Powiedział, a ja zaczęłam zastanawiać się, czy aby na pewno to nie były tylko puste słowa. A może Zayn miał rację? _______________________________________________________________________ Witajcie Kochani ;) Chciałabym przedstawić nowe fanfiction z Zayn'em Malik'iem - DESTINY, co w wolnym tłumaczeniu oznacza PRZEZNACZENIE, ale jak wiecie po angielsku wszystko brzmi lepiej, lulz XD Mam nadzieję, że prolog, chociaż w małym stopniu, podobał się. Tam na górze macie zakładkę bohaterowie, więc możecie polukać jak wyglądają główne postacie. Mam przewidziane, że jeszcze pojawią się tam nowe osoby, więc lukajcie ;D MAM OGROMNĄ PROŚBĘ, A MIANOWICIE JEŻELI PRZECZYTAŁEŚ PROLOG ZOSTAW KOMENTARZ chciałabym zobaczyć, czy jest jakiś sens pisać dalej. Macie jakieś uwagi? Podoba się na razie? Piszcie, tylko szczerze, bardzo liczę na Wasze opinie.

niedziela, 16 listopada 2014

Opis.

Samantha była nim oczarowana. Jego zniewalający wygląd, pearsing, styl, powalił dziewczynę na kolana. Typowy zły chłopak, który dla swojej wybranki jest w stanie zmienić się o sto osiemdziesiąt stopni. Ale czy aby na pewno? Kiedy w życie dziewczyny zaczną wkradać się koszmary z przeszłości, zostanie postawiona pod ścianą. Czy zdoła udźwignąć ciężar, który zgotuje jej los? Co zrobi kiedy na horyzoncie pojawi się osoba trzecia? Sam wyciąnie z tego lekcje: bardzo trudno odróżnić zauroczenie od prawdziwej miłości. Czy Samantha będzie w stanie stawić czoło przeznaczeniu, a może podda się jego sile? Tego wszystkiego dowiecie się czytając nowe fanfiction:
DESTINY